Geoblog.pl    karinaipSZem    Podróże    W poszukiwaniu złotego runa czyli w stronę końca podróży Kolumba    Kończymy notatki :). dodaliśmy trochę zdjęć do wpisu z Tulum
Zwiń mapę
2011
13
lip

Kończymy notatki :). dodaliśmy trochę zdjęć do wpisu z Tulum

 
Polska
Polska, olsztyn
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 35450 km
 
Już 3 miesiące po podróży.... czs opowiedzieć co nieco o naszych ostatnich dniach... Jak już pewnie wspomnieliśmy wcześniej w Meksyku czekali na nas znajomi poznani tu i tam . Po drodze do nich nie mogliśmy sobie odpuścić Bacalar ale to już było....
miło było spędzić tam dni. Kilka wieczorów z Rodrigo, pełnych dyskusji wieczory, opowieści o Meksyku i jego i naszym życiu, po opróżnieniu paru butelk rumu wypaleniu skrętów i kupie zabawy kiedy Rodrigo jadąc do miasta powierzył nam swój biznes w opiekę postanowiliśmy rozwinąć żagle ponownie i zmienić port. Obowiązkowo po steku meksikan stajla ruszyliśmy w drogę, do Tulum... stanie na stopa nie zajęło nam długo... W Tulum szybko się ogarnęliśmy. Telefon do Moe i już wiedzieliśmy gdzie iść. Tulum mieliśmy zapamiętane z poprzedniego razu w ięc problemu z droga nie było. Z drugiej strony Tulum to jedna główna droga do Cancun i parę skrzyżowań. Więc dostaliśmy cynę: spotykamy się pod 7/11 (sklepem) gdzie robisz sobie najpyszniejsze hot-dog'i świata. Na Moe długo nie czekaliśmy... miło było się spotkać po tylu latach. Po chwili byliśmy już w jego dzikim ogrodzie. Z braku miejsca w domu rozwiesiliśmy nasze hamaki w ogrodzie pod wiatą i już byliśmy urządzeni. W meksyku powstała kiedyś nowa świecka tradycja brania ze sobą hamaka gdy jedziesz w odwiedziny. Jakkolwiek by nie było zawsze masz gdzie spać :) Tymbardziej, że dom nie byłby meksykański gdyby zapobiegliwie nie montowanoi haków do hamaka na każdej ścianie. Ot ci pomysł. Wieczorem dołączył kolejny typ. Tym razem Jonathan - serdeczny kolega który urzekł nas kolejną tequilą. O poranku kac był tym bardziej znośny, że spędziliśmy go pływając w Cenotach, trochę przed na wariata łapiąc stopa po drodze ze śniadania i godzinnej podróży na pace pick-up'a. Po południu przemierzaliśmy namorzynowe zalewiska w poszukiwaniu kolejnych cenotów i jak już jedno znależliśmy i prawie wskoczyliśmy do orzeźwiającej wody powitał nas wesoło nie-mały aligator grzejący się po przeciwnej stronie jeziorka. Fajnie było znaleźc się ponownie w tym towerzystwie... meksyki to wariaci. Totalni. Zawsze pełni optymizmu i uśmiechnięci. Ciągle gadają i brecht non-stop. Wieczorem klasyka. Barbekju i pierwszy raz w życiu jedliśmy prażonego kaktusa. Kolejnych parę dni poznawaliśmy specjały ulicznej kuchni meksykańskiej, zjedliśmy specjały których pewnie normalnie byśmy nie zjedli, pobyczyliśmy się na nadal tak samo piękniej plaży jak kiedyś, odwiedziliśmy kolejne Cenoty i pewnego wieczoru zadzwonił Jonathan z Cancun i rzekł: Musicie rano być Cancun. Jest robota do zrobienia.

http://www.facebook.com/home.php#!/bakpakersi

polubcie nas tutaj:

http://www.facebook.com/home.php#!/pages/Bakpakersipl/189761387725913
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Zdjęcia (18)
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
Komentarze (0)
DODAJ KOMENTARZ
 
zwiedzili 12.5% świata (25 państw)
Zasoby: 172 wpisy172 151 komentarzy151 1549 zdjęć1549 0 plików multimedialnych0